wtorek, 16 lutego 2010

Coś zwyczajnego...

Coś zwyczajnego...



Miłość nie jest zła. Miłość ma jedynie za zadanie przypominać nam o tym jak bardzo jesteśmy samotni. Szczęście również nie jest złe. Przypomina nam o tym, czego nie mamy. Życie też nie jest złe. Przypomina nam jedynie o tym, że już konamy.

Obracam głowę w lewo. Mój mały pokoik nie ma drzwi. Nie pochodzę z wyjątkowo bogatej rodziny, dlatego już dawno temu, kiedy przeprowadziliśmy się do tej małej garsoniery moja matka wpadła na pomysł, że może podzielić duży pokuj [który z resztą nie jest wcale taki durzy] na pół, tak, aby jej dzieci [ja i młodszy brat] miały swój własny kąt. Pomysł wypalił, niestety nikt nie wpadł na to, w jaki sposób można zrobić w takiej sytuacji drzwi do mojego pokoju. Przecież nie wstawisz drzwi między końcem ściany a oknem? Tak więc, nie mam drzwi. Ponowne spoglądam w pustkę w miejscu, której powinny znajdować się drzwi i dostrzegam jaskrawe światła malutkiej choineczki. To co moja matka nazwała choinką, jest tak małe, że nie nadaje się nawet na czubek jakiejkolwiek małej choinki. Podobno za miniaturyzację się płaci dużo.meaning dreams Nie prawda, tą choinkę mamy, dlatego bo dostaliśmy ją za darmo. Zwyczajne polskie święta...

Cztery dni temu mama wpadła do domu i rzuciła na środku „dużego” pokoju czarną siatkę z naszą „nową choinką”, po czym zaczęła się kłótnia o to, dlaczego nie mogę pomóc w jej strojeniu. Mama wyjaśniała, że choinka już była przystrojona a ja, że możemy zdjąć z niej te tandetne ozdoby i założyć je ponownie, jeśli tylko to sprawi, że choćby przez chwile będziemy prawdziwą rodziną, a to będą prawdziwe święta. Kolejny zwyczajny dzień...

Już od dłuższego czasu próbuje zrozumieć, dlaczego nienawidzę świąt. Prawda jest taka, że powód takiego stanu rzeczy wcale nie musi być czymś ukrytym czy też niewidocznym. Podobno pierwsza myśl jest tą właściwą a ja, kiedy zadałem sobie pytanie, dlaczego nienawidzę świat stale poważałem sobie w myślach, czym są dla mnie święta.

Właśnie. Czym?

Aby być szczery muszę przyznać, że w całym swym życiu nie przeżyłem ani jednych udanych świąt.

W domu zawsze panowała pustka. Mama zawsze powtarzała, że musimy kochać święta, ale tak naprawdę nigdy nam nie powiedziała dlaczego... sama ich nienawidzi. Młodszy brat, Samuel, nigdy nie był moim najlepszym przyjacielem, więc dlaczego miałbym spędzać z nim święta. Dopiero teraz, kiedy dowiedziałem się, że ten czternastoletni dzieciak pali papierosy zrozumiałem, że wcale go nie znam, więc dlaczego miałbym go uważać za przyjaciela. Ja chyba nawet za nim nie przepadam. Chyba należy przyznać że moja rodzina nie nadaje się do pełnego, wspólnego przeżywania świąt. Nie pamiętam jak wygląda mój ojciec. Kiedy zdarzy mi się, że rozmawiam na jego temat z mamą to udaje, że nie pamiętam jego imienia, tak jest łatwiej... Mogę udawać, że nie istniał. Ale niestety istniał i zawsze, kiedy zmuszam moją mamę do tego, aby przypominała mi jak ma na imię widzę na jej twarzy ten przerażający wyraz bezsilności, z powodu, którego nie mogę później spać. Nie wiem czy kocham swoją rodzinę, sądzę jednak, że oni kochają mnie. Nawet niedorobiony brat. I na pewno głośna, matka, która potrafi mnie jedynie zdenerwować. Kochają mnie i na swój sposób, o którego istnieniu nie mają pojęcia, jeszcze pamiętają, czym jest miłość... dream dictionary Za to ja wiem, czym nie jest. Nie jest tym, czym pokazują ją w tych głupkowatych komedyjkach...

Podobno szczęśliwe rodziny są takie same, a tylko te patologiczne są naprawdę wyjątkowe i inne od wszystkich pozostałych...

Wcześniej bym się z tym nie zgodził. Kiedyś sądziłem, że wszystkie rodziny są takie jak moja. Sądziłem, że jestem szczęśliwy, tylko dlatego bo nie jestem inny. Ale jestem. Bardzo. Inny...

Nie lubię sportu. Nie przepadam za swoimi przyjaciółmi i nie mam ich zbyt wielu. Ale tych ludzi, których uważam za swoich przyjaciół zawsze otaczam swą opieką. Oczywiście nie dosłownie, ale jednak zawsze, kiedy potrzebują mojej pomocy to ją dostają. Kiedy potrzebują rozmowy to słucham, jednocześnie zawsze jestem cichy. Nie rozmawiam z nikim, z kim nie muszę rozmawiać. Nie uczę się źle, ale nie uczę się też dobrze. Prawda jest taka, że ogólnie nie przykładam się do nauki. Jaz na jakiś czas, kiedy ma być jakiś naprawdę ważny sprawdzian to zaczynam zakuwać, ale i tak na ogół bez żadnych skutków i tylko po to, aby nie móc sobie powiedzieć, że nie próbowałem. Zawsze próbuje, ale nigdy na, tyle aby zwyciężyć... Tak ogólnie to nie mam żadnych konkretnych zainteresowań. Co prawda lubię oglądnąć od czasu do czasu dobry film, lubię słuchać porządnej muzyki i raz na jakiś czas zagrać w niezłą grę. Zdarzy się, że narysuje jakiś szkic [na ogół są to rysunki twarzy dziewczyn takimi, jakimi je widzę, nie idealnymi, lecz pięknymi. Nie wiem czy to rozumiem w pełni, ale zawsze sądziłem, że cos, co jest idealne jest w rzeczywistości fałszywe i tylko coś, co posiada swe granice błędu, może być warte poznania granic piękna. Cokolwiek to ma znaczyć...].dream interpretations Napiszę nawet więcej, ja umiem pisać. Co prawda pierwszą książkę, jaką przeczytałem tylko, dlatego aby się dobrze bawić przeczytałem zaledwie rok temu [Stephen King „Zielona Mila” – Fantastyczna pozycja, która z pewnością przekonuje do autora mającego na swoim koncie wiele więcej, często lepszych, wprost świetnych opowiadań] i to i tak opowiadanie to przeczytałem z naprawdę bardzo samolubnych przyczyn – aby zapomnieć o bólu brzucha, którego powodem była nowa szkoła i brak przyjaciół. Nie jestem wulkanem energii czy też intelektu i nie mam żadnych celów, nie mam nic, co trzymałoby mnie przy życiu. Jestem jak pieprzone perpetum mobile, ale ja kiedyś przestanę działać...

Jedyne, co robię to staram się przeżyć i od czasu do czasu skrobnę coś na kompie, aby dać sobie dowód na to, że istnieje. Ten tekst jest cholernie bez sensu. Wiem o tym, ale i tak to pisze, pewnie i tak będę jedyną osobą, która go przeczyta!

Ale i tak nie przestaję pisać. Chodzi mi tylko o jakiś pieprzony wykrzyknik przy zdaniu BYŁEM TU...

Chyba każdy z nas tego chce – dowodu istnienia.

Dlatego napisałem, łącznie ponad czterysta stron maszynopisu. Mam już za sobą jedno ogromne opowiadanie, multum mniejszych zapominanych przez świat tekstów i kilkadziesiąt wierszy [przyznanie się do tego, że pisze wiersze przychodzi mi z trudnością nawet przed samym sobą. To takie SŁODKIE. Chyba jestem nienormalny!]. I nawet ja sam nie przeczytałem połowy z tego, co właśnie wymieniłem...

To właśnie, dlatego przychodzimy „na groby” w dniu zmarłych. To naprawdę smutne. Nie to, że ludzie umierają. Ale to, że ich groby odwiedzane są tylko raz w roku. Taka jest prawda. Kochamy zmarłych, ale nie umiemy o nich myśleć. Dlaczego? Bo prędzej czy później nawiedzi nas myśl, że za niedługo dołączymy do nich, a to nie jest miła myśl.

Tak samo jest z tymi przeklętymi świętami. Jedyny dzień, kiedy możesz być z swoją ukochaną rodziną. Kiedy zapytałem jakiś czas temu moją mamę, dlaczego musze przeżywać z uśmiechem na ustach święta odpowiedziała mi, że to jedyny czas w roku, kiedy możesz być z rodziną.dream about Z jaką rodziną? – Pytam was. Tak długo zapominamy o rodzinie, że kiedy przychodzą święta nie potrafimy nawet podzielić się z nimi opłatkiem tak, aby nie zapadała ta podła chwila ciszy, w której zastanawiasz się nad tym, co powiedzieć. Cóż takiego możesz życzyć komuś, kto ma wszystko? Chyba tylko tego, aby nie zapominał o tym, co ma. My mamy wszystko... Lecz niczego nie pamiętamy.

Za niedługo jest ten wielki, ostatni dzień roku. Dzień ten należy przecież przeżyć bawiąc się. Szkoda tylko, że niewielu z nas rozumie, że nawet ten dzień może być ostatnim dniem naszego życia. To właśnie, dlatego tak wiele osób nie chcę żyć...

Stale staramy się coś pozostawić po sobie i zapominamy o tym, że przede wszystkim musimy żyć. Ja na przykład bez przerwy piszę te malutkie znaczki nazywane literami. Dlaczego to robię? Tylko i wyłącznie po to, aby kiedy umrę mieć pewność tego, że pozostanie po mnie coś więcej poza prochem, z którego rzekomo powstałem. Cokolwiek...

W życiu nie chodzi o to, aby na siłę starać się, coś po sobie pozostawić, ale aby przede wszystkim używać tego wszystkiego, czego możemy używać. Aby żyć. Pragnę zbudować dom, pragnę napisać historię, która zadziwi nawet mnie, pragnę założyć wspaniałą rodzinę, znaleźć sobie piękną żonę [lecz nadal zadaje sobie pytanie czy ją poznam] i mieć przynajmniej dwójkę małych brzdąców. Chłopczyka i dziewczynkę, które z czasem wyrosną na dobrych i wartościowych ludzi. Pragnę być przydatny i potrzebny komuś. I namalować swój portret...

Ale niestety prawdziwe są słowa, że jedyne, co jest ważne to Życie, miłość i czas.

Życie dał nam Bóg.

Miłość jest wszędzie wokół nas.

A czasu nadal nam brakuje.

Więc jedyny autoportret, jaki po sobie pozostawię to Ty drogi czytelniku.

Spojrzyj dziś w lustro i zrozum prawdę.

Niemalże widzę Twój cyniczny uśmiech „a jednak patrzę w to lustro, ale nic nie widzę”, ale prędzej czy później zrozumiesz, co mam na myśli.

Prędzej czy później każdy zrozumie, że nie jest wcale nikim wyjątkowym, nikim gorszym czy też lepszym. Kategorie dobra i zła znikają, kiedy pojawia się czas. Ostatecznie rzecz biorąc to, co nas łączy to właśnie czas. Patrzymy na swoje twarze stale zmieniające się z biegiem dni i jedyne, co widzimy to kolejne odbicia ludzi, którzy nie umieją się uczyć na błędach innych.

To nie jest złe.

Jedyne, co jest złe to poddawanie się.